...bynajmniej nie chodziłam na kremówki. W zasadzie to jeszcze kilka mi tych potworków egzaminacyjnych zostało - chemia rozszerzona jutro, oraz ustny angielski i ustny polski w przyszłym tygodniu.
Właśnie jestem w trakcie ostatnich powtórek z chemii, w nastroju "po-co-to-wszystko-i-tak-źle-mi-pójdzie", więc postanowiłam na chwilę odłożyć chemię i zrobić coś przyjemniejszego, czyli na przykład napisanie posta na bloga. :) (Jak tylko go skończę - wracam do elektrochemii... :/)
Od ostatniego posta nie robiłam zbyt wiele rzeczy dotyczących kostiumingu w jakiejkolwiek postaci. W zasadzie zrobiłam dwie rzeczy:
1. za mały gorset
2. obejrzałam film i kawałek serialu historycznego.
1. Wykrój nań wzięłam z tej strony, ponieważ miał dobry kształt (Internety mi powiedziały, że to wykrój z 1844 r, skłonna jestem uwierzyć (gorset nr 1)), był za darmo, i, co najważniejsze, był, czyli nie musiałam (tak myślałam, hehe) opracowywać wykroju sama. ;)
Po uszyciu mock-upu niestety okazało się, że gorset jest... za krótki. Wymiary, że tak powiem, poziome, są w zasadzie ok, jakieś delikatne poprawki trzeba tylko nanieść, tu dodać centymetr, tam odjąć. No ale cóż, kiedy w pionie gorset jest dobre 5 cm za krótki! :D No i muszę teraz wydłużyć sobie wykrój. Na szczęście umiem to zrobić. Gorzej z rysowaniem wykrojów od początku...
2. Obejrzałam "The Other Boleyn Girl" ("Kochanice Króla") z Natalie Portman i Scarlett Johansson. Kostiumowo bardzo mi się podobał. :) Nie wiem, jak z autentycznością i poprawnością historyczną strojów, ale w każdym razie były bardzo piękne. Jednak scenariusz i akcja mnie nie zachwyciły. Na pewno nie będę go oglądać znowu. Raz wystarczy. ;)
Serial, którego obejrzałam jeden sezon (10 odcinków), i który jakoś zgrał się w temacie z filmem, to "The Tudors" ("Dynastia Tudorów"). Szkoda słów. Zupełnie mi się nie podobał; zbyt powolna akcja (obejrzałam do końca ten sezon, bo miałam nadzieję, że w końcu coś się rozkręci...), stroje mało historyczne, a do tego co chwilę pojawiają się sceny, że tak to ujmę, 18 +. Co za dużo, to niezdrowo... Nie podoba mi się to, że w dzisiejszych filmach, serialach ciężko jest się scenarzystom czy reżyserom obejść bez epatowania nagością i seksem. Dlatego wolę na przykład oglądać starsze seriale. Choć aby być sprawiedliwą, muszę powiedzieć, że są filmy, w których nagość jest pokazana w subtelny i delikatny sposób, tak jak powinna być, jeżeli w ogóle. Uważam, że jest to sprawa prywatna i dlatego mnie razi, kiedy pięć razy w jednym odcinku widzę króla Henryka VIII z kolejną kobietą w łóżku. Może jestem staroświecka; jeżeli tak, to wolę taka pozostać. A poza tym - czy w końcu wszystkie nie "próbujemy robić wieku [wstaw dowolny] w dwudziestym pierwszym", jak to ładnie ujęła Eleonora w swoim opisie profilu? ;)
Wracając do roku 2014; chyba nie uda mi się być na pikniku w Pszczynie, chociaż strasznie bym chciała. Matury bardzo efektywnie uniemożliwiają mi zajęcie się szyciem czegokolwiek, ergo nie miałabym żadnej sukni. Cóż, może za rok! :)
Będę czekać więc na obfite relacje fotograficzne i słowne na innych blogach.
Chemia wzywa...
A bientot! :)
czwartek, 15 maja 2014
sobota, 5 kwietnia 2014
AAAAAAAAAAAAAAAAA
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA MATURA ZA MIESIĄC, RATUNKU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
(MY SCHOOL-LEAVING EXAM IS IN A MONTH O.O)
(MY SCHOOL-LEAVING EXAM IS IN A MONTH O.O)
***
To tak tytułem wstępu. Jak już sobie wrzasnęłam, pora chyba na wyjaśnienie mojej półtoramiesięcznej nieobecności w naszej cudownej krynoliniastej blogosferze. :)
Alors, za miesiąc mam maturę. Co pociąga za sobą pewne okoliczności nazwane przeze mnie roboczo "aarghmuszęsięuczyćniezdążęzpowtórzeniemcorobić". Zdaję bowiem rozszerzoną chemię i biologię, jak również angielski na tym samym poziomie, no i polski i matmę na podstawie. Wszystko wymaga ode mnie poświęcenia całego mojego czasu na powtórki, a najbardziej chemia i biologia, które muszę zdać na minimum 80%, bo (fanfary, werble, tatatatam) DOSTAŁAM SIĘ NA UNIWERSYTET W EDYNBURGU!!! (siubidubidubiparampapampam dubi dubi łaa...) Ok, odbija mi... W każdym razie strasznie się cieszę z tego powodu, pomijając oczywiście jeden fakt, który mnie niewymownie smuci, a mianowicie to, że nie będę mogła być na zlocie w Ojcowie - rok akademicki zaczyna mi się tam już 8.09. :/
So that was a beginning. Now that I have already yelled, it's time to explain my over monthly absence on my blog. :) Alors, I'm sitting my school-leaving exam in a month. And that requires me to REVISE a lot. And I'm all like "aahthisistoomuchtoreviseandtoolittletimewhatshouldIdomomhelp". I'm sitting Advanced Level Biology and Chemistry, as well as Advanced Level English, and Maths and Polish on the Basic Level. And this makes me revise all the time, especially Biology and Chemistry, because I have to get at least 80% on these two exams, because I got a conditional offer of place at the University of Edinburgh (I am SOOOOO HAPPY!!!! :)) and I don't want to lose it.
Także następne posty z czymkolwiek uszytym pojawią się dopiero w maju. Poza tym planuję bardzo "szyciowe" wakacje - będą długie ;)
Mam już zaplanowane, co szyję następne: XVIII-wieczna halka, następnie round gown:
So you'll see new posts on my blog around mid-May. But I'm planning to sew a lot during these long holidays after having passed the bloody exam. ;)
I've already planned some projects: a XVIIIth cent. petticoat, a round gown like this ;) :
![]() |
| Moja inspiracja :) |
Już nawet znalazłam dobry materiał (w przystępnej cenie!;))...
Potem, albo gdzieś w międzyczasie będę szyła gorset gdzieś tak z połowy XIX wieku. Mam już nawet wycięty wykrój :P W jakiejś dalszej przyszłości marzy mi się suknia z lat 1840 i druga trochę późniejsza, taka jakaś Scarlett O'Hara... ;) No ale to może w wakacje.
Tymczasem, do zobaczenia gdzieś w maju, już pewnie z uszytą halką i zaczętym gorsetem. ;)
I've already found a similar cotton (and very reasonably priced!)...
And in the meantime I plan to sew a mid-XIX cent. corset. I even have a pattern already cut :P
And later, maybe during the holidays, I want to make a 1840s dress, and another one from the Civil War period. But I'm never going to be able to cinch my waist to 17"; unfortunately, I'm not Scarlett O'Hara... ;)
That's all I guess.
See you in May! :)
A bientot!
A bientot!
piątek, 21 lutego 2014
Wreszcie. / Finally.
Wreszcie mogę już sobie dać spokój z tym gorsetem. Mam dziwne wrażenie, że sporo blogerek kończy szycie gorsetów z nastawieniem "nigdy więcej" i stwierdzeniem, że jednak to jest uzależniające. Nie wyłamałam się ze schematu. :P
Tak jak Eleonora, uważam, że wsuwanie fiszbinów w tuneliki jest świetne - widzisz efekt, wszystko zaczyna wyglądać jak gorset. Ale obszywanie lamówką uroczyście zaliczam do najbardziej znienawidzonych zajęć świata - głównie z powodu tabs na dolnej krawędzi gorsetu.
Finally. I've finished the stays and I can put it away for a while. I have a strange feeling that a lot of bloggers finishes sewing their stays with two thoughts in their minds: "Never again" and "Stays are addictive". I must confess I didn't break the scheme. :P
I think that sliding bones into boning channels is amazing - you start to see the effect, the stays. But finishing stays with bias tape is officially one of the worst jobs in the world - mainly because of the tabs at the bottom of the stays.
Zdjęcia: / Photos:
Jak to wygląda na mnie? Ano tak: / How it looks on me:
Wiem, wygląda jakbym trochę za nisko go założyła. Ale to moja Mama tak mnie ścisnęła, ze bardziej się nie dało, w związku z czym mój biust jest ściśnięty i wypchnięty w górę, że hej! :P Ale było wygodnie. Błogosławię to, że postanowiłam jednak wpuścić fiszbiny w patki. NIC się nie wrzyna.
I know, it looks like I'm wearing it a bit too low. Or maybe it's my Mum's fault - she laced the stays so thight that my bust is all squashed and sooo up high :P But it was rather comfortable. I love the fact that I decided to put the boning in the tabs as well. NOTHING frets.
Oczywiście, z jakością zdjęć wiecznie to samo - aparatu brak. Ale będzie. ;)
Always the same thing with photo quality - I don't have a camera. But I plan to buy one. ;)
Taak. No więc (wiem, że nie powinno się tak zaczynać zdań...) moja pierwsza "naprawdę" uszyta rzecz jest ukończona. Jestem jednocześnie dumna i trochę mi wstyd, że wszystko jest trochę krzywe...;) Ale cóż. Dopiero się uczę. :P
Well. My very first "real" sewing project is finished! I'm proud of myself and a bit ashamed at the same time - everything is a little bit askew. But shh... I'm learning! :P
Możliwe, że będzie więcej, uwaga, dobrych zdjęć mnie w gorsecie jutro. Mam przyjaciółkę z aparatem i zamierzam to wykorzystać. ;)
It's possible that tomorrow there will be more, attention everyone, good quality pictures of me wearing the stays. I have a friend with a camera and I plan to make her my photographer. ;)
Tyle o nim. Mam nadzieję, że poza metalowymi kółeczkami nie razi niehistorycznością...
That's it. I hope that apart from metal eyelets it's not so very historically inaccurate...
Chciałam się z Wami jeszcze podzielić muzyką, która trzymała mnie przy życiu w trakcie ręcznego obszywania tego gorsetu lamówką. Niemożliwością jest siedzenie i szycie... Już rozumiem, dlaczego kiedyś, jak kobiety szyły, to jedna czytała na głos. Inaczej umarłyby z nudów po wyczerpaniu plotek. ;)
I also wanted to share with you the music that carried me through finishing the stays by hand. it is absolutely impossible to just sit and sew... I now understand why when women were sewing, one of them would read to others aloud. Otherwise they would die out of boredom after having exchanged all the gossip. ;)
Słuchałam chyba półtorej godziny. Potem mi się znudziło, bo dużo tematów się powtarzało.
The Flyin' Fiddle!
Ok, przyznaję, mam słabość do muzyki irlandzkiej... ;) / Ok, I confess, I love Irish music... ;)
"Called by the fiddle to the middle of the muddle where a cow with a caper sent the small dog squealing, Moon in a fuddle went to huddle by the griddle but he slipped in a puddle and the world went reeling!" <3 KOCHAM TO! I umiem zaśpiewać :>
I LOVE THIS. And I can sing this :>
Tak, uwielbiam muzykę irlandzką.
I kocham "Władcę Pierścieni". A ta piosenka z musicalu jest cudowna. :)
Yes, I love Irish folk songs.
And I love "Lord of The Rings". And this song from the musical is absolutely outstanding and amazing. :)
A bientot! :)
Tak jak Eleonora, uważam, że wsuwanie fiszbinów w tuneliki jest świetne - widzisz efekt, wszystko zaczyna wyglądać jak gorset. Ale obszywanie lamówką uroczyście zaliczam do najbardziej znienawidzonych zajęć świata - głównie z powodu tabs na dolnej krawędzi gorsetu.
Finally. I've finished the stays and I can put it away for a while. I have a strange feeling that a lot of bloggers finishes sewing their stays with two thoughts in their minds: "Never again" and "Stays are addictive". I must confess I didn't break the scheme. :P
I think that sliding bones into boning channels is amazing - you start to see the effect, the stays. But finishing stays with bias tape is officially one of the worst jobs in the world - mainly because of the tabs at the bottom of the stays.
Zdjęcia: / Photos:
Jak to wygląda na mnie? Ano tak: / How it looks on me:
Wiem, wygląda jakbym trochę za nisko go założyła. Ale to moja Mama tak mnie ścisnęła, ze bardziej się nie dało, w związku z czym mój biust jest ściśnięty i wypchnięty w górę, że hej! :P Ale było wygodnie. Błogosławię to, że postanowiłam jednak wpuścić fiszbiny w patki. NIC się nie wrzyna.
I know, it looks like I'm wearing it a bit too low. Or maybe it's my Mum's fault - she laced the stays so thight that my bust is all squashed and sooo up high :P But it was rather comfortable. I love the fact that I decided to put the boning in the tabs as well. NOTHING frets.
Oczywiście, z jakością zdjęć wiecznie to samo - aparatu brak. Ale będzie. ;)
Always the same thing with photo quality - I don't have a camera. But I plan to buy one. ;)
Taak. No więc (wiem, że nie powinno się tak zaczynać zdań...) moja pierwsza "naprawdę" uszyta rzecz jest ukończona. Jestem jednocześnie dumna i trochę mi wstyd, że wszystko jest trochę krzywe...;) Ale cóż. Dopiero się uczę. :P
Well. My very first "real" sewing project is finished! I'm proud of myself and a bit ashamed at the same time - everything is a little bit askew. But shh... I'm learning! :P
Możliwe, że będzie więcej, uwaga, dobrych zdjęć mnie w gorsecie jutro. Mam przyjaciółkę z aparatem i zamierzam to wykorzystać. ;)
It's possible that tomorrow there will be more, attention everyone, good quality pictures of me wearing the stays. I have a friend with a camera and I plan to make her my photographer. ;)
Tyle o nim. Mam nadzieję, że poza metalowymi kółeczkami nie razi niehistorycznością...
That's it. I hope that apart from metal eyelets it's not so very historically inaccurate...
Chciałam się z Wami jeszcze podzielić muzyką, która trzymała mnie przy życiu w trakcie ręcznego obszywania tego gorsetu lamówką. Niemożliwością jest siedzenie i szycie... Już rozumiem, dlaczego kiedyś, jak kobiety szyły, to jedna czytała na głos. Inaczej umarłyby z nudów po wyczerpaniu plotek. ;)
I also wanted to share with you the music that carried me through finishing the stays by hand. it is absolutely impossible to just sit and sew... I now understand why when women were sewing, one of them would read to others aloud. Otherwise they would die out of boredom after having exchanged all the gossip. ;)
I LOVE THIS. And I can sing this :>
Tak, uwielbiam muzykę irlandzką.
I kocham "Władcę Pierścieni". A ta piosenka z musicalu jest cudowna. :)
Yes, I love Irish folk songs.
And I love "Lord of The Rings". And this song from the musical is absolutely outstanding and amazing. :)
A bientot! :)
środa, 5 lutego 2014
Dawno, dawno temu... / Long time ago...
... był ostatnio post na moim blogu. ;)
Niby nie miałam sesji, bo jeszcze nie jestem studentką, ale na swoją obronę mam to, że miałam egzaminy roczne z angielskiego i matematyki (jak zapewne większość z Was nie wie, jestem homeschoolerką ;)). Taak... Przez ostatni tydzień miałam lenia poegzaminacyjnego i tylko czytałam lektury (no dobra, między innymi :D), ale wcześniej przez dwa tygodnie powtarzałam i zdawałam.
Gorset jest już ukończony. Niestety, znów Was zawiodę... Zdjęcia niet. Obiecuję jednak (słowo skauta!), że przy następnym poście się napatrzycie na niego :)
Tymczasem mogę go opisać trochę. Fiszbiny z opasek kablowych trzymają dobrze, wystarczająco elastyczne i sztywne zarazem. Biust mam w gorsecie odpowiednio podniesiony, choć nie jestem pewna, czy nie daje bardziej elżbietańskiego niż osiemnastowiecznego wyglądu (no cóż, wykrój... ;). Talię mi zwęża o niecały cal. :) Jak zobaczycie na pewno na zdjęciach, kiedy już je wstawię (no comment...), użyłam metalowych oczek. Z premedytacją. :P Wiem doskonale, że wynaleziono je dopiero w latach 20. XIX w., ale jestem leniem i beztalenciem, jeśli chodzi o ręczne obszywanie dziurek, więc stwierdziwszy, że "przecież tego nie będzie widać pod spodem", dalejże nabijać oczka! Nie jestem z niego w 100% zadowolona. Nie jest zły, ale... 1. Lamówkę przyszyłam krzywo. 2. Oczka są metalowe. 3. Lwią część szyłam na maszynie. 4. Ergo, nie jest historycznie poprawny, czy jakkolwiek to się po polsku mówi. ;)
... have I published the previous post on my blog. ;) In my defence, I want to say that I had two year exams - Maths & English. So for these past three weeks I've been revising and sitting my exams. :) (This is because, as probably nobody here knows, I'm a homeschooler.)
So. My eighteenth century stays is finished. But, unfortunately, AGAIN, I have no photos. That's because I don't have a good camera and I'll have to ask my friend to borrow me hers. But I promise to post photos of the finished stays as soon as I take them! :)
Meanwhile, I can describe it a little. Boning, made from cable ties, is bendy and stiff enough at the same time, which is why I love it. It does its job very well - my bust is very well supported and elevated, and my waist is one inch smaller. :) BUT, because I'm a lazy, lazy person, I used metal eyelets. I know that they were invented in like 1820s, but... Again, I'm lazy, and I also wanted the holes to be neatly done, and my hand-sewing is awful. I'm not 100% happy with the stays. I mean, it's nice and all, but... 1. I finished the stays by hand, with a grey tape. So it's not beutifully done;) 2. Metal eyelets. 3. It's mostly machine-sewn. 4. That means it's not at all historically accurate. But my attitude is more like "noone's gonna see that...". ;)
Teraz, kiedy już się wyspowiadałam z moich gorsetowych grzechów, mogę Wam powiedzieć, co jeszcze robiłam przez ostatnie dwa, prawie trzy tygodnie.
Now, when I have already confessed my "stays sins", I can tell you what else I have been doing during these two, or rather three weeks.
Czytałam:
I read:
Mama kupiła mi nowe, wspaniałe kapciuszki ;) (cieplejszych i bardziej milusich bym chyba nigdy nie zdobyła!)
Mom bought me these adorable, warm slippers ;) :
Chodziłam na balet. (Chodzę tylko raz w tygodniu, ale co tam, zawsze można się pochwalić... :D)
I was attending my ballet classes. (only once a week, but who cares, I can always boast about it :D)
To by było na tyle. Mam wrażenie, że jest tu za dużo emotikon...
That's it I guess. :) I feel like I put too many smileys in this post...
A bientot! :)
Niby nie miałam sesji, bo jeszcze nie jestem studentką, ale na swoją obronę mam to, że miałam egzaminy roczne z angielskiego i matematyki (jak zapewne większość z Was nie wie, jestem homeschoolerką ;)). Taak... Przez ostatni tydzień miałam lenia poegzaminacyjnego i tylko czytałam lektury (no dobra, między innymi :D), ale wcześniej przez dwa tygodnie powtarzałam i zdawałam.
Gorset jest już ukończony. Niestety, znów Was zawiodę... Zdjęcia niet. Obiecuję jednak (słowo skauta!), że przy następnym poście się napatrzycie na niego :)
Tymczasem mogę go opisać trochę. Fiszbiny z opasek kablowych trzymają dobrze, wystarczająco elastyczne i sztywne zarazem. Biust mam w gorsecie odpowiednio podniesiony, choć nie jestem pewna, czy nie daje bardziej elżbietańskiego niż osiemnastowiecznego wyglądu (no cóż, wykrój... ;). Talię mi zwęża o niecały cal. :) Jak zobaczycie na pewno na zdjęciach, kiedy już je wstawię (no comment...), użyłam metalowych oczek. Z premedytacją. :P Wiem doskonale, że wynaleziono je dopiero w latach 20. XIX w., ale jestem leniem i beztalenciem, jeśli chodzi o ręczne obszywanie dziurek, więc stwierdziwszy, że "przecież tego nie będzie widać pod spodem", dalejże nabijać oczka! Nie jestem z niego w 100% zadowolona. Nie jest zły, ale... 1. Lamówkę przyszyłam krzywo. 2. Oczka są metalowe. 3. Lwią część szyłam na maszynie. 4. Ergo, nie jest historycznie poprawny, czy jakkolwiek to się po polsku mówi. ;)
... have I published the previous post on my blog. ;) In my defence, I want to say that I had two year exams - Maths & English. So for these past three weeks I've been revising and sitting my exams. :) (This is because, as probably nobody here knows, I'm a homeschooler.)
So. My eighteenth century stays is finished. But, unfortunately, AGAIN, I have no photos. That's because I don't have a good camera and I'll have to ask my friend to borrow me hers. But I promise to post photos of the finished stays as soon as I take them! :)
Meanwhile, I can describe it a little. Boning, made from cable ties, is bendy and stiff enough at the same time, which is why I love it. It does its job very well - my bust is very well supported and elevated, and my waist is one inch smaller. :) BUT, because I'm a lazy, lazy person, I used metal eyelets. I know that they were invented in like 1820s, but... Again, I'm lazy, and I also wanted the holes to be neatly done, and my hand-sewing is awful. I'm not 100% happy with the stays. I mean, it's nice and all, but... 1. I finished the stays by hand, with a grey tape. So it's not beutifully done;) 2. Metal eyelets. 3. It's mostly machine-sewn. 4. That means it's not at all historically accurate. But my attitude is more like "noone's gonna see that...". ;)
Teraz, kiedy już się wyspowiadałam z moich gorsetowych grzechów, mogę Wam powiedzieć, co jeszcze robiłam przez ostatnie dwa, prawie trzy tygodnie.
Now, when I have already confessed my "stays sins", I can tell you what else I have been doing during these two, or rather three weeks.
Czytałam:
I read:
Mom bought me these adorable, warm slippers ;) :
Chodziłam na balet. (Chodzę tylko raz w tygodniu, ale co tam, zawsze można się pochwalić... :D)
I was attending my ballet classes. (only once a week, but who cares, I can always boast about it :D)
![]() | |
| Pointy bardzo, baletnica taka :D / Very pointes, much ballerina :D |
That's it I guess. :) I feel like I put too many smileys in this post...
A bientot! :)
czwartek, 16 stycznia 2014
O tym i owym / This and that
Skończyłam przedwczoraj chemise. I tak sobie myślałam, że w sumie, skoro wciąż czekam na przesyłkę z niektórymi rzeczami niezbędnymi do skończenia sznurówki, to w sumie mogłabym zrobić coś innego w międzyczasie. I tak powstał mój bum pad vel bum roll vel cul de Paris vel pieróg. :D
I have finished my chemise two days ago. And I was thinking that considering I'm still waiting for some things I need to finish my stays to come by post, I might do something else in the meantime. And this is how my bum pad/bum roll/cul de Paris was created :)
Ta-daa:
Voila:
Mały, bo zdjęcie strasznej jakości, robione jakąś ciemną nocą gdy skończyłam to szyć. Chciałam zaznaczyć, że ciemna noc obecnie zaczyna się ok. godziny 16:00, więc jak skończę z nauką i potem się zabiorę za szycie, to dziennego światła już wtedy raczej nie ma. ;)
It's a very little photo because it's of a very poor quality. It was taken very late in the night, when I had time to finish sewing.
Generalnie z chemise było tak, że "wykrój" (ha ha) wzięłam DIY Fobmroweczki. I dowolnie go pozmieniałam. :P Wyszło takie coś. Całkiem wygodne. Zobaczymy, czy będzie nadal tak wygodne z założonym stays, bum padem, halką, suknią i czym tam jeszcze! ;)
I took the pattern for my chemise from a DIY on that blog. And I changed it a lot. :P It turned out like this. I hope it will be comfortable with a stays put on (and a bum pad, and a petticoat, and a dress...;))
Pytanie moje brzmi: CZEMU suknia tej jeune demoiselle jest opisana jako Robe a l'Anglaise??? Wygląda w sumie bardziej jak poloneska... Ale co ja tam wiem. Może ktoś mnie oświeci? :P
The question is: WHY this jeune demoiselle's dress is described as a Robe a l'Anglaise? To me, it looks more like a polonaise... But what do I know. I'm not an expert in XVIII fashion. In fact, I know a little more than nothing. :P Anyone can help? :)
A bientot!
I have finished my chemise two days ago. And I was thinking that considering I'm still waiting for some things I need to finish my stays to come by post, I might do something else in the meantime. And this is how my bum pad/bum roll/cul de Paris was created :)
Ta-daa:
Voila:
Oto jest. Nie prezentuję go na sobie, bo jak to tak pokazywać jedną część, jakby nie było, bielizny, bez reszty? No niby i chemise też już jest, ale nie ma gosetu. A bez gorsetu nie ma sylwetki. A bez sylwetki nic nie pokażę na sobie! Gorset musi być, więc poczekacie jeszcze z tydzień (do czasu dojścia przesyłki, a wiadomo - Poczta Polska. ;)) na zdjęcia na modelce (czyt. mnie).
Here it is. I'm not showing it on myself, because it would be strange to show only one part of my undergarments, wouldn't it? ;) Well, I've got the chemise, but I still haven't got stays. And without stays, there's no silhouette. And without proper silhouette, I'm not showing anything on myself! I need stays. So you'll have to wait a bit until I finish them (Polish Mail is not the fastest in the world. On the contrary I'd say.).
Tu taki mały sneak peek chemise.
Chemise sneak peek:
Mały, bo zdjęcie strasznej jakości, robione jakąś ciemną nocą gdy skończyłam to szyć. Chciałam zaznaczyć, że ciemna noc obecnie zaczyna się ok. godziny 16:00, więc jak skończę z nauką i potem się zabiorę za szycie, to dziennego światła już wtedy raczej nie ma. ;)
It's a very little photo because it's of a very poor quality. It was taken very late in the night, when I had time to finish sewing.
Generalnie z chemise było tak, że "wykrój" (ha ha) wzięłam DIY Fobmroweczki. I dowolnie go pozmieniałam. :P Wyszło takie coś. Całkiem wygodne. Zobaczymy, czy będzie nadal tak wygodne z założonym stays, bum padem, halką, suknią i czym tam jeszcze! ;)
I took the pattern for my chemise from a DIY on that blog. And I changed it a lot. :P It turned out like this. I hope it will be comfortable with a stays put on (and a bum pad, and a petticoat, and a dress...;))
Na koniec mam pytanie do ogółu. Otóż znalazłam w domu coś w rodzaju pocztówki z nadrukowanym fashion plate:
Finally, I have a question to everybody. At home I found some kind of a big postcard with a fashion plate:
Finally, I have a question to everybody. At home I found some kind of a big postcard with a fashion plate:
The question is: WHY this jeune demoiselle's dress is described as a Robe a l'Anglaise? To me, it looks more like a polonaise... But what do I know. I'm not an expert in XVIII fashion. In fact, I know a little more than nothing. :P Anyone can help? :)
A bientot!
wtorek, 7 stycznia 2014
Progress
Obiecałam dwa posty po Świętach. Chemise i gorset. Święta się skończyły, a ja nic.;) Cóż, mogę się tłumaczyć zasadniczo jedynie BRAKIEM CZASU na co innego niż naukę.
Dałam jednak radę wykombinować 80% mojego osiemnastowiecznego gorsetu i około 60% mojej chemise (ale pewnie ją skończę dziś, w końcu ile można szyć taki fatałaszek, przecież to tylko kilka prostych ściegów!).
I promised two posts after Christmas. Chemise and stays. Christmas is over, and there's nothing on my blog. ;) Well, I could probably try to defend myself and say I had no time for anything but studying. But I managed to make like 80% of my XVIIIth century stays and around 60% of my chemise ( I'll probably finish it this evening. After all, how long can it take to sew a little piece like that...).
Chciałam dziś zaprezentować moje postępy w tworzeniu gorsetu. Jestem w ogóle strasznie z siebie dumna, bo wychodzi całkiem, całkiem! A ja szyć się dopiero tak naprawdę ciągle uczę... :) No tak: wykrój wzięłam, tak jak Eleonora Amalia, z tej strony. Niemalże cytując, po odpowiednich modyfikacjach robi się świetny wykrój sznurówki osiemnastowiecznej. Szyję go ze sławnych materiałów z IKEI. :P W zasadzie wierzch jest z ikeowskiej bawełny w duże kwiaty, środkowa, wewnętrzna warstwa z jakiejś starej pościeli (z ikei :P), a podszewka z białego bawełnianego prześcieradła (już nie z ikei, a od babci.). Poniżej kilka zdjęć:
I wanted to show you my progress in the sewing of my stays. I'm so proud of myself, because it turns out quite nice! And, to tell the truth, I'm only starting to learn to sew. Well. I took the pattern from this site, like Eleonora. After small changes, it is a perfect XVIIIth century stays pattern. :) For boning, I used cable ties. They're perfect! :P Here are some photos:
Może nie jest to cud krawiectwa, ale jak na moje możliwości i zasoby, to uważam to za istny masterpiece! :) Brak mu jeszcze w zasadzie tylko ramiączek i sznurowania, no i oczywiście obszycia. Ale to będzie już niedługo. Gorset jest pół na pół szyty ręcznie i maszynowo - nie mam cierpliwości do aż takiego dziubdziania ręcznego, żeby całość była by hand.
Zdjęć chemise nie mam. W zasadzie i tak nie byłoby co pokazać - jak narazie mam powycinane części, niektóre pozszywane. Pewnie pokażę ją razem z gotowym gorsetem. :)
It lacks some things, like lacing for example. But it'll have it soon. :) It's both machine and hand sewn. Half that, half that. ;) No photos of chemise yet. I'll show it along with the finished stays. :)
Och, i wybaczcie straszliwą jakość zdjęć. Na razie z urządzeń mogących robić zdjęcia posiadam telefon; aparat sprzedałam i zbieram (hłe hłe...) na lepszy.
Oh, and forgive me the awful photo quality. For the time being, I can take pictures only with my phone. I've sold my camera and plan to buy a better one (long way to go).
A bientot!
P.S. Jest super, dostałam dziś odpowiedź na mój list w ramach krynolinowego projektu! :)
Dałam jednak radę wykombinować 80% mojego osiemnastowiecznego gorsetu i około 60% mojej chemise (ale pewnie ją skończę dziś, w końcu ile można szyć taki fatałaszek, przecież to tylko kilka prostych ściegów!).
I promised two posts after Christmas. Chemise and stays. Christmas is over, and there's nothing on my blog. ;) Well, I could probably try to defend myself and say I had no time for anything but studying. But I managed to make like 80% of my XVIIIth century stays and around 60% of my chemise ( I'll probably finish it this evening. After all, how long can it take to sew a little piece like that...).
Chciałam dziś zaprezentować moje postępy w tworzeniu gorsetu. Jestem w ogóle strasznie z siebie dumna, bo wychodzi całkiem, całkiem! A ja szyć się dopiero tak naprawdę ciągle uczę... :) No tak: wykrój wzięłam, tak jak Eleonora Amalia, z tej strony. Niemalże cytując, po odpowiednich modyfikacjach robi się świetny wykrój sznurówki osiemnastowiecznej. Szyję go ze sławnych materiałów z IKEI. :P W zasadzie wierzch jest z ikeowskiej bawełny w duże kwiaty, środkowa, wewnętrzna warstwa z jakiejś starej pościeli (z ikei :P), a podszewka z białego bawełnianego prześcieradła (już nie z ikei, a od babci.). Poniżej kilka zdjęć:
I wanted to show you my progress in the sewing of my stays. I'm so proud of myself, because it turns out quite nice! And, to tell the truth, I'm only starting to learn to sew. Well. I took the pattern from this site, like Eleonora. After small changes, it is a perfect XVIIIth century stays pattern. :) For boning, I used cable ties. They're perfect! :P Here are some photos:
![]() |
| wnętrze - podszewka |
![]() |
| ymm... góra? przód? :P ikeowska materia! |
![]() |
| i złożony na pół. |
Zdjęć chemise nie mam. W zasadzie i tak nie byłoby co pokazać - jak narazie mam powycinane części, niektóre pozszywane. Pewnie pokażę ją razem z gotowym gorsetem. :)
It lacks some things, like lacing for example. But it'll have it soon. :) It's both machine and hand sewn. Half that, half that. ;) No photos of chemise yet. I'll show it along with the finished stays. :)
Och, i wybaczcie straszliwą jakość zdjęć. Na razie z urządzeń mogących robić zdjęcia posiadam telefon; aparat sprzedałam i zbieram (hłe hłe...) na lepszy.
Oh, and forgive me the awful photo quality. For the time being, I can take pictures only with my phone. I've sold my camera and plan to buy a better one (long way to go).
A bientot!
P.S. Jest super, dostałam dziś odpowiedź na mój list w ramach krynolinowego projektu! :)
piątek, 3 stycznia 2014
Aur Onnad Meren!
Trzeciego stycznia 1892, 122 lata temu, w Bloemfontein w południowej Afryce na świat przyszedł pewien chłopiec. Rodzice dali mu na imię John. Na drugie i trzecie Ronald Reuel. A na nazwisko miał Tolkien. :)
Później, gdy już dorósł, stał się profesorem, a następnie pisarzem. I obdarował nas najcudowniejszymi książkami świata! Hobbit, Władca Pierścieni, Silmarillion... Oraz wiele, wiele więcej.
Chciałabym więc, w dniu jego urodzin, podziękować mu za jego cudowne dzieła, i zaproponować toast (ja już wypiłam;)): to The Professor!
On January 3rd 1892, 122 years ago, in Bloemfontein in South Africa, a boy was born. Parents named him John Ronald Reuel. His surname was - Tolkien. :)
When he grew up, he became a professor and a writer. He gave us the most beautiful books ever - The Hobbit, The Lord of the Rings, The Silmarillion... And many, many more.
I would like then, on his birthday, thank him for his wonderful works and propose a toast: to The Professor!
Wykorzystane zdjęcie nie należy do mnie. Wzięłam je stąd.
The photo doesn't belong to me. I took it from here.
Później, gdy już dorósł, stał się profesorem, a następnie pisarzem. I obdarował nas najcudowniejszymi książkami świata! Hobbit, Władca Pierścieni, Silmarillion... Oraz wiele, wiele więcej.
Chciałabym więc, w dniu jego urodzin, podziękować mu za jego cudowne dzieła, i zaproponować toast (ja już wypiłam;)): to The Professor!
On January 3rd 1892, 122 years ago, in Bloemfontein in South Africa, a boy was born. Parents named him John Ronald Reuel. His surname was - Tolkien. :)
When he grew up, he became a professor and a writer. He gave us the most beautiful books ever - The Hobbit, The Lord of the Rings, The Silmarillion... And many, many more.
I would like then, on his birthday, thank him for his wonderful works and propose a toast: to The Professor!
Wykorzystane zdjęcie nie należy do mnie. Wzięłam je stąd.
The photo doesn't belong to me. I took it from here.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















